Renowacja chóru w Tomaszowie Lubelskim.

Zniszczone aniołki, spód empory i śnieg w kwietniu

Przyjechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego z Ciułaczem zrobić renowację chóru w Cerkwi Prawosławnej p.w. św. Mikołaja. Front, tył i spód empory. Czyli to, co człowiek widzi od razu jak wejdzie. Na zdjęciach zawsze wygląda niewinnie. Na żywo wali po oczach.

Chór w tej cerkwi, to dwa światy naraz: drewniana balustrada z aniołami i tynkowany spód z geometrycznym wzorem. Anioły miały farbę, która trzymała się na słowo boże ale większość udało się odratować – ok 80% resztę trzeba było odtworzyć. Co do geometrii na spodzie, ta miała wizualizację konserwatorską, ale od wizualizacji do wykonania jest jeszcze kawał roboty.

No i dostaliśmy w pakiecie pogodę roztoczańską. W kwietniu sypnęło śniegiem więc kiedy jedna ręka robiła retusz, druga szukała rękawiczek.

Techniczna podstawa. Zanim weszliśmy w kolor

Zanim w ogóle zaczęliśmy myśleć o malowaniu, mieliśmy całą techniczną bazę do odhaczenia. Czyszczenie, odkurzanie i takie tam pierdoły. Flekowanie drewnianych szczelin. Kity – wyrównanie ubytków. Dopiero jak to jest opanowane, można myśleć o warstwie malarskiej.

Oznaczało to sporo godzin zanim w ogóle dotknęliśmy pędzla z farbą.

Złuszczone anioły


Balustrada z aniołami była mocno po przejściach: wilgoć w cerkwi, stare zabezpieczenia i zwykły upływ czasu zrobiły swoje. Odpryski, odbarwienia i miejsca, gdzie farba po prostu puściła. Udało się zachować mniej więcej 80% oryginalnej warstwy. Pracowaliśmy delikatnie: czyszczenie na spokojnie, podklejanie tego, co jeszcze trzymało się deski, i zabezpieczenie całości. A tam, gdzie nie było już czego ratować, wchodziła rekonstrukcja.

Dla mnie to było nowe wyzwanie – zmierzenie się ze scalaniem. Rekonstrukcja to nie kopiowanie. To czytanie logiki obrazu: kierunek pędzla, proporcje postaci, rytm kompozycji. I odtwarzanie tak, żeby nowa warstwa nie krzyczała głośniej niż oryginał. Żeby się wtapiała, nie wyróżniała.

Spód chóru. Geometria według wizualizacji konserwatorskiej

Spód empory to inna historia. Mieliśmy wizualizację konserwatorską – wzór był do odtworzenia zgodnie z tym co zostało ustalone. Brzmi prosto. W praktyce: stabilizacja tynku, wyrównanie podłoża, warstwa białej pobiali na pełne krycie, potem dekoracja.

Geometria to nie freestyle – wyznaczenie linii, złapanie proporcji, odtwarzanie układu punkt po punktu. Do wzoru poszła farba silikatowa Keim Soldalit – mineralna, trwała, sensowna w takich wnętrzach.

Roztocze w kwietniu. Śnieg zamiast wiosny

W teorii konserwacja dzieje się w „optymalnych warunkach”. W praktyce: kwiecień, a za oknem śnieg. I to nie jako ładne tło do zdjęć, tylko realny problem. Taka pogoda wpływa na wszystko: czas schnięcia, wilgotność, przyczepność, kolejność etapów. Nie da się wejść w następną warstwę, jeśli pod spodem materiał jeszcze pracuje i robi swoje.

I to jest chyba najprostszy wniosek: te zabytki nie żyją w sterylnym laboratorium. One latami dostają po plecach wilgocią, wahaniami temperatury, przeciągami i zwykłym „życiem budynku”. My wchodzimy na chwilę, a one mierzą się z tym codziennie — dlatego tu nie ma miejsca na pośpiech ani na udawanie, że fizyka i chemia nie istnieje.

Dobrze mieć wszędzie przyjaciół

W plastyku wszyscy byliśmy trochę jak rodzina i to jest ten typ relacji, który nawet po latach wraca od razu, bez rozgrzewki. W Tomaszowie wpadłem na Renię i od razu zrobiło się „po naszemu”, jakbyśmy wczoraj wyszli z pracowni, a nie rozjechali się po świecie. Fajnie było pogadać, pośmiać się, złapać ten stary rytm, zanim znowu człowiek wejdzie w kurz, tynk i linie proste. W tym czasie nie raz ratowała mnie kawą czarną jak moja dusza. Taką, która stawia na pion do dalszej walki z geometrią. Dzięki 😉

Co zostaje

Dla mnie to było konkretne wyzwanie: scalanie tego, co się jeszcze trzymało, odtwarzanie tego, co już zniknęło, i pilnowanie precyzji, kiedy ręce są zmęczone i zmarzniete, a głowa chce iść na skróty. Tam, gdzie dało się ocalić oryginał, został oryginał. Tam, gdzie farba odpadła od deski i nie było czego ratować, trzeba było odbudować czytelność. Tynk, biel i geometria

Ta robota nie polegała na efektownych gestach. To była techniczna podstawa, materiałoznawstwo, porządek w etapach i cierpliwość a efekt ma być konkretny chór ma wyglądać jak część wnętrza, a nie jak ten jeden element, który został z tyłu. I ma przetrwać kolejne lata bez dramatów — bez łuszczenia, bez odspojeń, bez powrotu do punktu wyjścia po pierwszej zimie.


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *