Renowacja nawy bocznej Archikatedry w Przemyślu

Od maja do listopada 2025 roku pracowałem przy nawie bocznej Bazyliki Archikatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Przemyślu. To jeden z najważniejszych kościołów w regionie — obiekt o bogatej historii, złożonej architekturze i wnętrzu, w którym przez wieki nawarstwiały się kolejne warstwy dekoracji. Taka przestrzeń to zawsze wyjątkowe wyzwanie konserwatorskie.

Prace prowadzone były w ramach szerszego projektu konserwatorskiego. To, co opisuję poniżej, to mój zakres realizacji: konserwacja techniczna i estetyczna polichromii oraz prace złotnicze przy wybranych elementach wnętrza.

Zakres moich prac

Mój zakres obejmował elementy rozsiane po całej nawie — od sklepień, przez pilastry, aż po gzymsy i ściany. To oznaczało stałą pracę na różnych wysokościach i ciągłe przemieszczanie się po rusztowaniach, co samo w sobie organizuje rytm całej realizacji.

Pracowałem przy dużym ornamencie centralnym namalowanym na sklepieniu oraz sześciu ornamentach przy arkadzie. Zakres obejmował także pilastry arkady z bocznymi pasami dekoracyjnymi, dwie małe wysklepki i ścianę nad arkadą. Do tego dochodziły podniebie arkady, wszystkie gzymsy w obrębie realizowanej części oraz duża wysklepka w trzeciej części nawy. Ostatnim elementem była ściana okienna z glifami i pilastry po stronie okna.

W zakresie złoceń pracowałem przy dwóch małych wysklepkach i dekoracyjnych płomieniach centralnych. Ponadto złociłem glify, siedemnaście krzyżyków, cztery płyciny, zacheusz i arkadę. Łącznie złocenia objęły wiele drobnych, rozproszonych elementów — co wymagało nie tylko sprawności technicznej, ale też konsekwentnego utrzymania jednolitego efektu na wszystkich powierzchniach.

Konserwacja techniczna — zanim cokolwiek stało się widoczne


Pierwszy etap był całkowicie podporządkowany stabilizacji istniejącej substancji zabytkowej. Jest to etap niewidoczny na zdjęciach, jednak absolutnie kluczowy — bez niego wszelkie działania estetyczne nie miałyby trwałego sensu. W przypadku historycznych wnętrz sakralnych stan techniczny polichromii i tynków bywa bardzo zróżnicowany. Dlatego każda powierzchnia wymagała indywidualnej oceny przed podjęciem jakichkolwiek działań.

Prace zaczynały się od odkurzania i wiszabowania powierzchni oraz rozszczelniania szczelin. Następnie podklejałem i wzmacniałem odspojone fragmenty. W miejscach luźnych tynków stosowałem zastrzyki Ledanu oraz wykonywałem iniekcje wzmacniające. Kolejnym krokiem było zszywanie pęknięć, kitowanie ubytków i barwienie kitów tak, żeby jak najlepiej integrowały się z otoczeniem. Na końcu przygotowywałem powierzchnie do dalszego opracowania.

Znaczna część tych działań wymagała podejścia punktowego i wieloetapowego. Przy tego typu wnętrzach nawet drobne odspojenia czy mikropęknięcia mają realny wpływ na późniejsze zachowanie całej polichromii. Dlatego precyzja i cierpliwość na tym etapie to inwestycja we wszystko, co następuje potem.

Konserwacja polichromii — scalanie kolorystyczne jako najtrudniejszy etap

Estetyczne opracowanie powierzchni i scalanie kolorystyczne pochłonęło zdecydowanie najwięcej czasu. Jest to też etap, który najtrudniej opisać — bo jego celem jest właśnie to, żeby efekt był jak najmniej oczywisty. Uzupełnienia nie mogą krzyczeć, ale nie mogą też znikać. Całość musi czytać się spójnie, a jednocześnie zachować autentyczność i charakter oryginalnej substancji zabytkowej.

W praktyce oznaczało to ciągłe balansowanie między tym, co było, a tym, co zostało uzupełnione. Szczególną uwagę wymagały namalowane ornamenty na sklepieniach i elementach architektonicznych. Konieczna była praca warstwowa — nakładanie kolejnych retuszy, sprawdzanie efektu z różnych odległości i w różnym świetle. Co więcej, trzeba było ciągle pilnować styków z wcześniejszymi naprawami i rekonstrukcjami, które często różniły się fakturą lub odcieniem od oryginału.

Dodatkowym wyzwaniem była skala całego opracowania. Duża ilość detalu malarskiego na stosunkowo rozległej powierzchni wymagała zachowania spójności kolorystycznej przez wiele tygodni pracy — od pierwszego retuszu aż do ostatniego spojrzenia przed zejściem z rusztowania.

Złocenia

Złocenia to osobny rozdział każdej takiej realizacji — technologicznie wymagający i wizualnie bardzo wdzięczny. W tej nawie złocenia pełnią ważną rolę kompozycyjną: wydobywają detal, porządkują przestrzeń i wchodzą w dialog ze światłem wpadającym przez okna.

Proces zaczynał się od starannego przygotowania powierzchni. Następnie nakładałem kilka warstw szelaku, który tworzy odpowiednią podbudowę. Po wyschnięciu aplikowałem instacol i przenosiłem płatki złota. Na końcu opracowywałem i polerowałem gotową powierzchnię, żeby uzyskać właściwy połysk i jednolitość.

Przy złoceniach liczy się nie tylko poprawność technologiczna. Równie ważne jest wyczucie — jak światło pada na dane wnętrze o różnych porach dnia i jak złocone powierzchnie funkcjonują w jego przestrzeni. Zbyt agresywne złocenie może zdominować polichromię. Zbyt stonowane — zginąć w tle. Właściwy efekt to taki, który współgra z całością i służy wnętrzu jako całości.

Efekt końcowy

Ponad sześć miesięcy pracy na rusztowaniach, w czynnym obiekcie sakralnym, przy ogromnej ilości namalowanego detalu — to realizacja, którą wspominam z dużą satysfakcją. Każda taka praca jest inna, jednak ta miała szczególny charakter ze względu na skalę, złożoność i rangę samego obiektu.

Po zakończeniu prac nawa boczna odzyskała spójność estetyczną i głębię kolorystyczną. Wróciła też wyrazistość namalowanych detali dekoracyjnych, które wcześniej były trudne do odczytania. Przede wszystkim jednak wróciła ta relacja, która w historycznych wnętrzach jest nie do zastąpienia — między polichromią, światłem i złoceniami. To właśnie ona sprawia, że tego rodzaju przestrzenie oddziałują na człowieka w sposób, którego żadna dokumentacja fotograficzna nie jest w stanie w pełni oddać.


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *